Witam Was moi mili :) Jaka u Was pogoda? U mnie na zmianę słońce, śnieg, deszcz, wiatr... czysta loteria. Nawet gdzieś tam raz zagrzmiało, gradem sypnęło, aż strach czasami wyjść. A w ostatnią niedzielę jeszcze biegałam po lesie bez obaw o moje zdrowie :) Obecnie sypie śniegiem i wygląda na to, że święta będą białe.
Wpadłam wczoraj na pomysł iście szatański, ponieważ nie mam obecnie henny na stanie, a mam odżywkę Fitomedu z ekstraktem z henny już na drugim miejscu, stwierdziłam, że to właśnie nią pofarbuję odrosty. Będzie to całkowita odmiana - tak pomyślałam i tak zrobiłam. Bo, niestety, sama odżywka daje takie efekty na włosach, jakby w ogóle na nich nie była. Co najwyżej może być dodatkiem koloryzującym do odżywki lub maski. Żadnego nawilżenia niestety nie daje, a dałam ją jako b/s w dość sporej ilości. Widziałam za to przyciemnienie koloru na końcach i bardziej rudy odcień.
Po drugim zdjęciu widać, że złapało, ale po pierwszym niekoniecznie ;) Otóż okazuje się, że niezbyt dokładnie rozprowadziłam odżywkę i w niektórych miejscach odrosty zostały nietknięte, a inne zrudziały :)Może w niedzielę albo poniedziałek zrobię drugie podejście i przytrzymam dłużej (np 5 godzin). Włosy są mięciutkie, niezbyt straciły na objętości (a nawet mam wrażenie, że jest ich więcej! nie mogę przestać ich dotykać:)), czyli bez problemu mogłabym ją stosować na skalp solo (z szamponem nie idzie w parze, niestety).
Głowa podczas posiedzenia prawie mnie nie swędziała (im dłużej siedziałam tym swędzenie bardziej ustępowało, aż w końcu po godzinie nie swędziało wcale), w przeciwieństwie do okresu mycia przed farbowaniem. Siedziałam łącznie 2,5 godziny, a jakąś godzinkę z odżywką Alterry wymieszaną z moim olejkiem na cellulit - olej ryżowy + olejek eteryczny grejpfrutowy (pięknie pachnie!). Po takiej mieszance rozczesują się (palcami oczywiście) bez problemu.
I jeszcze jedno zdjęcie włosów, po domowej mgiełce. Ugniatałam włosy i chyba dałam tej mgiełki z 20 ml na całość :D Zobaczymy jak się sprawdzi, a jak się sprawdzi bardzo dobrze to będzie wpis :)
Tak w ogóle dotknął mnie kryzys skórny, bo się okazuje, że nawet olej ryżowy nie jest w stanie pomóc mi ze swędzeniem, które spowodował olejek przeciwłupieżowy od Himalaya Herbals. I tak, mam łupież. Od olejku przeciwłupieżowego. Fuck logic.
Tak swoją drogą to w końcu do mojej nauki dołączył taki przedmiot jak farmakognozja, w skrócie: o roślinach, które się wykorzystuje w farmaceutyce. Przedmiot jest na tyle ciekawy, że na pewno coś się na blogu pojawi z tego zakresu, a póki co raczę Was tylko zdjęciami moich notatek :) I oczywiście nie obyło się bez kawy na zajęciach, ale niestety muszę Was przestrzec przed kawą w płazie cafe, bo leje się tylko do połowy kubka 250 ml. Porażka za 2,50. Zawiodłam się.
Co do kawy właśnie, to wiecie, że kawa rozpuszczalna ma podobne działanie na żołądek co domestos? Póki co żłopię czarną herbatę i kawę mieloną z odrobiną mleka:) Na zdjęciu mój ukochany kubek z Rossmanna z domestosem w środku :D
A podczas picia czegokolwiek zerka na mnie szynszyla. Jest na prawdę przekomiczna i czasami aż mnie ciarki przechodzą w jaki sposób się czasami zachowuje - tak na prawdę nigdy nie wiem kiedy się czego przestraszy (albo niczego) i odbije się od ściany by zawisnąć na wejściu do klatki. Bo zazwyczaj w 90% nie wyceluje i spada. Biedna. Ale i tak ją kocham :)
A tak całkowicie poza tematem: we wtorek przebiłam ucho, tzw. daith, mam na myśli dziurkę z kolczykiem-banankiem :) Pomijam problemy (przez moje ucho niestety, małe i zgrabne, ale trochę... grube, przez co był problem z przebiciem w tym miejscu), ale polecam salon Isabell w Rzeszowie. Pani bardzo miła, Pan także, wszystko mi wyjaśniono, sterylne warunki, jeśli będę chciała znowu przekłuwać ucho to znowu tam idę! :)
Na pierwszym zdjęciu - kucyk. Dawno niewidziany kucyk. Robię go na prawdę rzadko, bo po prostu nie lubię, aż żal mi końcówek jak się tak motają po swetrze. No i skóry przede wszystkim. Zresztą przygotowuję powoli post o tym, jakie fryzury najlepiej nosić, aby kolczyk został nietknięty przez cały dzień przez włosy. Myślę, że się przyda :)
Piszcie co u Was, wklejajcie linki, zdjęcia, chętnie poczytam i odwiedzę! :) A ja Wam życzę wesołego kurczaczka i przede wszystkim zdrowia po lanym poniedziałku. Trzymajcie się cieplutko!
Wpadłam wczoraj na pomysł iście szatański, ponieważ nie mam obecnie henny na stanie, a mam odżywkę Fitomedu z ekstraktem z henny już na drugim miejscu, stwierdziłam, że to właśnie nią pofarbuję odrosty. Będzie to całkowita odmiana - tak pomyślałam i tak zrobiłam. Bo, niestety, sama odżywka daje takie efekty na włosach, jakby w ogóle na nich nie była. Co najwyżej może być dodatkiem koloryzującym do odżywki lub maski. Żadnego nawilżenia niestety nie daje, a dałam ją jako b/s w dość sporej ilości. Widziałam za to przyciemnienie koloru na końcach i bardziej rudy odcień.
![]() |
| góra - przed (telefon); dół - po (aparat) |
| z tego zdjęcia jestem dumna <3 |
normalne - głowa w tył - roztrzepane
Głowa podczas posiedzenia prawie mnie nie swędziała (im dłużej siedziałam tym swędzenie bardziej ustępowało, aż w końcu po godzinie nie swędziało wcale), w przeciwieństwie do okresu mycia przed farbowaniem. Siedziałam łącznie 2,5 godziny, a jakąś godzinkę z odżywką Alterry wymieszaną z moim olejkiem na cellulit - olej ryżowy + olejek eteryczny grejpfrutowy (pięknie pachnie!). Po takiej mieszance rozczesują się (palcami oczywiście) bez problemu.
I jeszcze jedno zdjęcie włosów, po domowej mgiełce. Ugniatałam włosy i chyba dałam tej mgiełki z 20 ml na całość :D Zobaczymy jak się sprawdzi, a jak się sprawdzi bardzo dobrze to będzie wpis :)
Tak w ogóle dotknął mnie kryzys skórny, bo się okazuje, że nawet olej ryżowy nie jest w stanie pomóc mi ze swędzeniem, które spowodował olejek przeciwłupieżowy od Himalaya Herbals. I tak, mam łupież. Od olejku przeciwłupieżowego. Fuck logic.
Tak swoją drogą to w końcu do mojej nauki dołączył taki przedmiot jak farmakognozja, w skrócie: o roślinach, które się wykorzystuje w farmaceutyce. Przedmiot jest na tyle ciekawy, że na pewno coś się na blogu pojawi z tego zakresu, a póki co raczę Was tylko zdjęciami moich notatek :) I oczywiście nie obyło się bez kawy na zajęciach, ale niestety muszę Was przestrzec przed kawą w płazie cafe, bo leje się tylko do połowy kubka 250 ml. Porażka za 2,50. Zawiodłam się.
Co do kawy właśnie, to wiecie, że kawa rozpuszczalna ma podobne działanie na żołądek co domestos? Póki co żłopię czarną herbatę i kawę mieloną z odrobiną mleka:) Na zdjęciu mój ukochany kubek z Rossmanna z domestosem w środku :D
A podczas picia czegokolwiek zerka na mnie szynszyla. Jest na prawdę przekomiczna i czasami aż mnie ciarki przechodzą w jaki sposób się czasami zachowuje - tak na prawdę nigdy nie wiem kiedy się czego przestraszy (albo niczego) i odbije się od ściany by zawisnąć na wejściu do klatki. Bo zazwyczaj w 90% nie wyceluje i spada. Biedna. Ale i tak ją kocham :)
A tak całkowicie poza tematem: we wtorek przebiłam ucho, tzw. daith, mam na myśli dziurkę z kolczykiem-banankiem :) Pomijam problemy (przez moje ucho niestety, małe i zgrabne, ale trochę... grube, przez co był problem z przebiciem w tym miejscu), ale polecam salon Isabell w Rzeszowie. Pani bardzo miła, Pan także, wszystko mi wyjaśniono, sterylne warunki, jeśli będę chciała znowu przekłuwać ucho to znowu tam idę! :)
Na pierwszym zdjęciu - kucyk. Dawno niewidziany kucyk. Robię go na prawdę rzadko, bo po prostu nie lubię, aż żal mi końcówek jak się tak motają po swetrze. No i skóry przede wszystkim. Zresztą przygotowuję powoli post o tym, jakie fryzury najlepiej nosić, aby kolczyk został nietknięty przez cały dzień przez włosy. Myślę, że się przyda :)
Piszcie co u Was, wklejajcie linki, zdjęcia, chętnie poczytam i odwiedzę! :) A ja Wam życzę wesołego kurczaczka i przede wszystkim zdrowia po lanym poniedziałku. Trzymajcie się cieplutko!











