­

Apteczka Agafii, aktywne serum na porost włosów

środa, lipca 16, 2014

Serum Apteczki Agafii jest znane chyba wszystkim włosomaniaczkom i nie tylko. Jedni ten produkt nienawidzą, drudzy wręcz uwielbiają, a jeszcze inni mają stosunek neutralny. O ile ja na początku byłam skłonna dać mu ocenę pozytywną, tak daję teraz neutralno-pozytywną. Winę ponosi tylko i wyłącznie mój marudny skalp.


Serum zaczęłam stosować w okolicach końca lutego, zaraz po tym jak skończyłam wcierać Capitavit. Początkowo serum przedłużało świeżość włosów - nawet i o pół dnia, co się bardzo chwali. Niestety później dopadły mnie wątpliwości, czy czasem kosmetyk nie powoduje zwiększonego wypadania. Okazało się, że tylko o kilka włosków więcej wypadało - nie była to jakaś drastyczna zmiana, nie przejmowałam się tym. Włosy nie zatykały odpływu, więc było dobrze. Stosowałam go raczej co drugie mycie, wychodziło 2/3 razy na tydzień, więc tak jak wg zaleceń. Wychodzi na to, że w jest wydajny - 5 miesięcy, a on jeszcze się nie skończył :)

Za to miałam problem z samą butelką, a dokładnie atomizerem. Atomizer jak atomizer, wyglądał na początku przyzwoicie. Niestety zawiódł mnie - serum wyciapało całą górną część, zamiast czystej bieli jest teraz brąz, nie wygląda estetycznie jak na początku. Dodatkowo bardzo często się zacinał, nie chciał dozować wcierki, męczyłam się z nim długo gdy już powoli sięgał dna. A gdy atomizer usunęłam... poczułam zapach terpentyny. Poważnie. Kto malował kiedykolwiek farbami olejnymi lub majstrował coś w piwnicy, wie  jak potrafi cuchnąć terpentyna. Na szczęście serum nie ma aż tak duszącego smrodu, jest on zdecydowanie lżejszy, ale to było moje pierwsze skojarzenie. Myślę, że całkiem trafne. Kolor brązowy wcierki nie jest widoczny na włosach, szybko się wchłania, przy okazji tonizuje skalp i do tego teraz go używam (post Michasi o tonizowaniu skalpu). Zdarzało się, że skóra swędziała, ale zdarzało się tylko wtedy, jeśli doświadczyła większej ilości płynu. Ważne, że łupieżu się nie nabawiłam :)

Działanie serum na początku bardzo mnie zadowoliło. Jednakże mój skalp, jak szybko polubił serum, tak szybko się od niego odzwyczaił i zaczął go traktować bardzo neutralnie. Na początku grzywka wynosiła 29,5-30 cm, wnioskując po zakończeniu kuracji Capitavitem. Ostatni pomiar był przed braniem CP, kilka dni temu - 34 cm. W podsumowaniu luty-maj pisałam, że grzywka miała... też 34. Włosy stanęły w miejscu. 4,5 cm w 5 miesięcy? Hm. Obawiałam się właśnie, że staną w miejscu, i stanęły. Jaka ja papla :)

[Pokaż opis producenta]

Althaea Officinalis Extract, Shizandra Chinensis Officinalis Oil, Panax Ginseng Extract, Mellissa Officinalis Leaf Oil, Arctium Lappa roqt Extract, Urtica Dioica Extract, Betula Alba Extract, Yeast Extract, Capsicum Anuum Fruit Extract, Climbazole, Allantoin, Pantothenic Acid, Neolone

Opis składu przeczytacie, jeśli klikniecie w pogrubiony link powyżej. Wg mnie ma bardzo dobry skład i należy chwalić i rozpowszechniać, co by inne firmy się zainspirowały.

Mnie kosmetyk nie zachwycił, ani nie rozczarował. Nadal będę go stosowała - zostalo mi go na kilka użyć, tak jak mówiłam do tonizowania skalpu. Za niedługo dowiecie się także, czy CP mnie zachwycił - może akurat moje fale ruszą i troszeczkę urosną? Wynik może być też trochę zafałszowany, biorę aktualnie potas i magnez ze względów zdrowotnych. Ale będzie dobrze, wspomnę o tym :)

Na pewno używałyście tego serum - powiedzcie mi, czy jesteście nim zachwycone?

 

Zobacz to

Zakaz kopiowania i rozprzestrzeniania zdjęć i tekstów bez zgody autora. Obsługiwane przez usługę Blogger.

Popularne posty

Moja lista blogów

Subscribe