Inhalacje dla dzieci – jak to robić dobrze? Wiek, olejki, bezpieczeństwo
-
Gdy tylko zaczyna być czuć zbliżającą się jesień, wraca temat inhalacji dla
dzieci. Rodzice szukają naturalnych sposobów wspierania najmłodszych w
różnyc...
1-4 lewa strona; 5-8 prawa strona
Tak jak w tytule. Moje włosy mają po prostu na mnie focha. Olej ze słodkich migdałów nie przypadł im do gustu - spuszone. Powyżej macie eksperyment z olejem z czarnuszki. Wierzchnia warstwa spuszona (fot. 1-4), wewnętrzna ma się bardzo dobrze (fot. 5,6), pojedyncze nawilżone pasma (fot. 7,8). Możliwe, że będę kolejny raz próbować, ale nie podoba mi się zbytnio zapach tego oleju. Może nakładany na mokro da lepsze efekty.
Poza tym kończę za niedługo CP, zostało mi dokładnie 6 dni. Efekty widać w szczególności na paznokciach, włosów jeszcze nie mierzyłam, bo mam nadzieję chociaż na 1 cm. Później wezmę się za odżywkę pokrzywową Anna. Po skończeniu szamponów (Avalon Cosmetics i Labell) będę myła włosy mydłem Alterra, dokładnie tym. Możliwe, że po skończeniu wcierki będę wcierała jakiś olej.
Poza tym kończę za niedługo CP, zostało mi dokładnie 6 dni. Efekty widać w szczególności na paznokciach, włosów jeszcze nie mierzyłam, bo mam nadzieję chociaż na 1 cm. Później wezmę się za odżywkę pokrzywową Anna. Po skończeniu szamponów (Avalon Cosmetics i Labell) będę myła włosy mydłem Alterra, dokładnie tym. Możliwe, że po skończeniu wcierki będę wcierała jakiś olej.
A jak u Was sprawdza się olej ze słodkich migdałów i z czarnuszki? Nakładacie go na suche włosy, na mokro czy na odżywkę?
Wiele włosomaniaczek uwielbia Tangle Teezer, inne szczotki z włosia, a reszta ceni sobie grzebienie. Ja należę do tej ostatniej grupy z wielu powodów (m.in. dlatego, że jeszcze nie mam własnej szczotki TT ani z włosiem), które zaraz Wam wymienię i myślę, że i w tym Wasze powody się pokryją z moimi.
Grzebienie są dobre dla tych dziewczyn, które nie mają zbyt wielu kołtunów, ich włosy się łatwo rozczesują i nie chcą ich zbytnio męczyć. Grzebień z szeroko rozstawionymi zębami jest jednym z naszych częstych wyborów. Ja, osobiście, wolę właśnie taki kawałek plastiku lub drewna. Nie dość, że zajmuje mało miejsca to nie psuje mojej fryzury, choć zdarza się, że zwyczajnie puszy moje włosy. Najczęściej go używam do zaczesania włosów do tyłu.
+ włosy, które osadziły się na grzebieniu można łatwo wyjąć
+ z szerokim rozstawem zębów dobry dla włosów delikatnych, kręconych
+ z wąskim rozstawem zębów jest stworzony dla włosów prostych, lekko falowanych
+ lekki
- nie rozczesze włosów tak jak szczotka
+ można nim rozprowadzać odżywkę lub inny produkt
+ cena
+ dostępność
- może się złamać, jeśli plastik jest zbyt twardy
- może przyczyniać się do niszczenia włosów
- większość grzebieni ma ostre końce
Plusy i minusy grzebienia
+ zajmuje dużo mniej miejsca niż szczotka+ włosy, które osadziły się na grzebieniu można łatwo wyjąć
+ z szerokim rozstawem zębów dobry dla włosów delikatnych, kręconych
+ z wąskim rozstawem zębów jest stworzony dla włosów prostych, lekko falowanych
+ lekki
- nie rozczesze włosów tak jak szczotka
Plusy i minusy grzebienia plastikowego
+ idealny do rozczesywania na mokro+ można nim rozprowadzać odżywkę lub inny produkt
+ cena
+ dostępność
- może się złamać, jeśli plastik jest zbyt twardy
- może przyczyniać się do niszczenia włosów
- większość grzebieni ma ostre końce
Plusy i minusy grzebienia drewnianego
+ twardy, solidny, małe ryzyko złamania
+ nie szkodzi włosom, grzebień jest wykonany z całości z drewna, żaden element nie jest doklejany, nie ma szans o cokolwiek zahaczać
+ może posłużyć parę ładnych lat
+ łagodnie zakończone końce
/ zależy od włosów - może spuszyć lub wygładzić
- nie jest zbyt dobry do rozczesywania na mokro
- ryzyko zużycia - mogą odchodzić drzazgi - należy wtedy przetrzeć papierem ściernym, aby nie zahaczał o włosy
- może się wygiąć, jeśli przebywa w wilgotnym miejscu
- końce grzebienia mogą się zabrudzić, co nie wygląda estetycznie, należy go często czyścić (np. na prawdę lekko wilgotną szmatką)
- cena
- dostępność
+ nie szkodzi włosom, grzebień jest wykonany z całości z drewna, żaden element nie jest doklejany, nie ma szans o cokolwiek zahaczać
+ może posłużyć parę ładnych lat
+ łagodnie zakończone końce
/ zależy od włosów - może spuszyć lub wygładzić
- nie jest zbyt dobry do rozczesywania na mokro
- ryzyko zużycia - mogą odchodzić drzazgi - należy wtedy przetrzeć papierem ściernym, aby nie zahaczał o włosy
- może się wygiąć, jeśli przebywa w wilgotnym miejscu
- końce grzebienia mogą się zabrudzić, co nie wygląda estetycznie, należy go często czyścić (np. na prawdę lekko wilgotną szmatką)
- cena
- dostępność
Mimo, że drewniany zbiera ode mnie nieco więcej minusów niż plastik - wolę zdecydowanie drewniaka ;) Lubię go. Także większość dziewczyn wybiera drewniane. Mam nadzieję, że pomogłam Wam podjąć decyzję.
A Wy jaki grzebień używacie? Czy wolicie szczotkę?

W ostatnim poście pisałam, że podcięłam włosy. Końce są gładkie, błyszczące i w końcu brak białych końcówek, a co najważniejsze - nie plączą się. Powyższe zdjęcie zrobiłam dzień po ścięciu, już po myciu. Od skalpu do karku tradycyjnie olej kokosowy (Vitaquell), na reszcie spoczęła Vatika kokosowa (chwaliłam się Wam na fanpage, że moja mama staje się włosomaniaczką :) Podkradłam jej na spróbowanie). Umyłam resztkami szamponu Labell z 5 kroplami aloesu zatężonego x10 i nałożyłam na parę minut odżywkę Inecto arganową. Nie byłam zadowolona jakoś z efektu, więc zakręciłam w koczka, a później widząc ten smętny i cienki kuc zrobiłam warkocz. Rozstrzepałam na wszystkie strony i wyszło takie coś. Fotkę strzelił mój TŻ, który też będzie się chciał za niedługo włosami pochwalić.
Dziękuję Wam za komentarze, to tylko mnie utwierdza w przekonaniu, że podążam dobrą drogą do idealnych włosów :) Za Was także trzymam kciuki i cieszę się, gdy Wam się udaje.
Poniżej w formie GIFu - ostrzenie nożyczek babciną metodą - na igłę :) Mam nadzieję, że skorzystacie, bo nożyczki są po niej niewyobrażalnie ostre!
Swoją droga robienie takich gifów nie jest trudne, chyba zacznę coraz częściej takie robić.

Już miałam lecieć do fryzjera, by oddać się w złe ręce (wybaczcie, ale po prostu fryzjerzy napawają mnie złością, bo wielokrotnie spratolili sprawę). Widziałam te nieszczęsne poszarpane, białe końce i nie wiedziałam co robić, miałam duży dylemat. I zrobiłam co zwykle. Doskonale naostrzyłam nożyczki (babciną metodą: cięcie igły) i poszukałam na blogach poradników jak dobrze obciąć włosy (moja metoda nie była żadną metodą, szukałam czegoś bardziej profesjonalnego). Trafiłam na dwa przydatne posty: Kosmetycznej Hedonistki i Marty, dzięki którym widzicie efekty powyżej. Połączyłam obie metody i białych końców ani śladu, a także smętnie wiszącego ogona :) Poszło około 2 cm.
Wpadłam na pomysł, by zrobić listę postów z różnych blogów dotyczących obcinania włosów. Wtedy każdy znalazłby metodę dla siebie. Co Wy na to? :)

Zakaz kopiowania i rozprzestrzeniania zdjęć i tekstów bez zgody autora. Obsługiwane przez usługę Blogger.





